Rohollah Balvardi Rohollah Balvardi

Ważne

Kochanie
Ślubne TODO ↕ (klik)
 
Zejde na zawał
27 maja 2008 o 23:19:39
Przede mną ciężkie dwa tygodnie a wszystko przez studia. W regulaminie studiów doktoranckich jest zapis, że należy otworzyć przewód doktorski do końca III roku studiów czyli dla mnie oznacza to teraz. Jak zwykle za późno zapaliłam się do pracy i teraz będzie ciężko. Pierwszy etap, czyli napisanie konspektu mam już za sobą i teraz będę go poprawiać do bólu. Największe poprawki (promotorka już oddała mi sprawdzony i pokreślony konspekt) czekają mnie jutro do wieczora. Dziś zgromadziłam literaturę a jutro będę poprawiać i wieczorem wyśle mailem do promotorki. Ona znów go sprawdzi i odeśle a ja przed weekendem muszę go znów poprawić i rozesłać mailem do wszystkich z mojego Zakładu Pedagogiki Mediów aby zdążyli go przeczytać na poniedziałkowe zebranie, na którym będą dzielić się swoimi uwagami. Jedyną przyjemną sprawą w zebraniu jest jego miejsce a mianowicie domek na Bielanach jednej osoby z naszego zakładu. Będę mogła pooglądać teren i rozejrzeć się za domkami na sprzedaż :) Zebranie będzie późnym popołudniem i zostanie mi już tylko noc z poniedziałku na wtorek żeby nanieść poprawki zasugerowane na zebraniu i wydrukować konspekt (20-30 stron A4) dla wszystkich "samodzielnych" z naszego instytutu (koło 20 dr hab. i prof.) a we wtorek tylko je zbindować i dostarczyć szanownemu gronu. Później już tylko stres i tydzień czekania. A za to 11 czerwca zejdę na zawał... bo będę musiała stanąć oko w oko z tymi wybitnymi dr hab. i prof. żeby odpowiadać na ich pytania, sugestie, zarzuty, polemiki i inne takie straszne rzeczy udowadniające mi jaka jestem malutka. To szanowne grono zdecyduje na podstawie mojego konspektu (takie streszczenie doktoratu) czy zostanie mi otwarty przewód doktorski i czy będę mogła już prowadzić badania. Strasznie się boję, bo to czy otworzę przewód nie do końca zależy od tego co napiszę w konspekcie i co powiem... rozgrywki wewnętrzne i walka o stołki zdecydują czy to przeżyję :( Jedyna pociecha, że w środku będzie moja promotor a na zewnątrz narzeczony jeśli urwie się z pracy. Dziś już kładę się spać a jutro od rana walczę (jeśli się nie poddam).
Dodaj komentarz
 
Rowerki
10 maja 2008 o 23:55:05
Od ponad dwóch tygodni zawzięłam się na kształtowanie swojego sadełka za pomocą rowerka. Prawie codziennie rano robię minimum 15km. Jedynym minusem tego rowerkowania było wnoszenie mojego starego górala na 5 piętro bez windy. Bestia jest tak ciężka, że co piętro musiałam robić przystanek na sapanie. Walką z sadełkiem zaraziłam też narzeczonego, który pojechał swoim rowerem do pracy i odkrył jakie braki jego rower posiada. Zwłaszcza chodziło o hamulce i to w naszych obu rowerach. Nowe hamulce miały łącznie kosztować 100zł ale żaden serwis rowerowy nie miał czasu aż do następnego tygodnia. Zaczęliśmy oglądać nowe rowery i tak jakoś nas wzięło na myśl żeby kupić nowe. Oglądaliśmy w supermarketach a później w sklepach rowerowych. W efekcie kupiliśmy dwa nowe rowerki w sklepie rowerowym, czyli nie szity z supermarketów. Narzeczony doda notkę na swoim joggu o swoim rowerku zwanym Ghost. Mój rowerek to Unibike crossfire To co mi się w nim spodobało od razu, to amortyzator pod siodełkiem, lekkość i zgrabność. Nie podoba mi się jego kolor ale cóż wszystkiego mieć nie można. Ważne, że jest wygodny i fajnie się na nim śmiga :)
Dzięki kochanie :*
2 komentarze
 
Po majówce
05 maja 2008 o 22:48:24
Majówka całkiem nam się przyjemnie udała. Pojechaliśmy do domku letniskowego 144km na południowy-zachód od Wrocławia. Dzięki nie dogadaniu się co do zabrania przez nas grilla, mieliśmy pretekst do odwiedzenia Liberca (tylko 53km) w celu zakupu grilla. Na szczęście Czesi nie mają zakazu handlu 1 maja więc nawiedziliśmy mojego ulubione 4-poziomowe Tesco. Oprócz grilla zakupiliśmy mały zapasik alkoholu :) Po powrocie do ośrodka byliśmy strasznie głodni a złożenie żeliwnego grilla-kociołka okazało się niemiłosiernie długie. W końcu kolacyjka była gotowa i byłoby fajnie gdyby nie brak prądu od około 22, co zmusiło do wcześniejszego spanka. 2maja wyspani i pośniadankowani ruszyliśmy znów na granice czeską ale tym razem do miejsca gdzie w 99% sprzedają Koreańczycy. Uzupełniliśmy zapas alkoholu (m.in. moje pyszne różowe martini:)) a kochanie kupiło sobie spodenki 3/4 na lato. Po powrocie zabraliśmy się za grilla ale niestety gdy już mięsko skwierczało a stół na dworze był suto zastawiony, zaczęło lać. Ewakuacje grilla opanowaliśmy do perfekcji, ponieważ następnego dnia znów zaczęło padać w tym samym momencie, czyli gdy mieliśmy zasiadać do konsumpcji. Powrót do domu, zaplanowany i wykonany w sobotę popołudniu, przebiegł bez komplikacji (nie licząc kilku ślamazar na drodze i autostradzie). W niedziele byliśmy na obiadku u teściów i tak nam jakoś weekend majowy szybko zleciał. To niesprawiedliwe, że czas tak ucieka...
5 komentarzy
 
Rohollah Balvardi
Rohollah Balvardi