Rohollah Balvardi Rohollah Balvardi

Ważne

Kochanie
Ślubne TODO ↕ (klik)
 
Domkowe sprawy
29 lipca 2008 o 21:47:02
Zbieramy papierki, zaświadczenia i inne potrzebne do kredytu świstki. Jutro już powinniśmy mieć komplet, a dzięki pani od nieruchomości nigdzie nie muszę jeździć bo ona z radością mi wszystko załatwia (zarabia na swoją prowizję:p). Trafił nam się genialny broker, który załatwi nam kredycik, więc to już tylko formalność. Decyzja podjęta :)
Chwilowo przechodzę kryzys twórczy i nie mogę dokonać projektu piętra, ale myślę że się niedługo zmobilizuję. Nie jest łatwo podzielić 100m2 na sensowne pomieszczenia...
Pojechaliśmy dziś z moją siostrą nad jeziorko do miejscowości gdzie stoi domek. Słyszeliśmy że jest tam komercyjny staw rybny, ale ja gdzieś czytałam, że jest też plaża i można się plumkać. Na mapie ewidentnie są dwa zbiorniki wodne, więc pojechaliśmy to sprawdzić. Faktycznie jest staw rybny i nad nim nikogo nie było widać, ale był też drugi staw z którego dobiegały śmiechy dzieci i plusk wody. Doszliśmy do ogrodzonego terenu i zobaczyliśmy staw z plażą i trawką dookoła :) Niestety tego się nie spodziewaliśmy i nie wzięliśmy strojów, więc można było tylko włosy rwać z głowy patrząc jak ci wszyscy ludzie się plumkają i bawią w cieplutkiej i czystej wodzie:( Pomoczyliśmy nogi do kolan i poleżeliśmy na kocu na trawie. To bardzo duży plus dla domku, bo będziemy mogli podjechać rowerem - 5-10 minut jazdy rowerem. Będziemy jeździć w strojach kąpielowych i z ręcznikami a potem wracać do domu pod prysznic :D
Przy okazji podjechaliśmy pokazać siostrze domek i się z nim przywitać:) Siostra stwierdziła, że na zdjęciach wygląda na większy :p Dla mnie to już było 3 spotkanie z domkiem, więc z molocha z ogromnym ogrodem (pierwsze wrażenie) zaczyna robić się przytulny, ale nie mały.
2 komentarze
 
JUPI:)))
25 lipca 2008 o 13:39:51
W jednym banku powiedzieli, że na sam domek dostaniemy na 99% ale w innym dadzą nam nawet całą kasę czyli 600tyś. :D W przyszłym tygodniu składamy wniosek i czekamy na decyzję. Byliśmy wczoraj w naszym domku, żeby zaklepać sobie go u właściciela i popstrykaliśmy trochę fotek. Poniżej mały mix z opisem :)
domek
1 komentarz
 
Domek
24 lipca 2008 o 09:11:02
U nas rewolucja :) Wczoraj pojechaliśmy oglądać domki jednorodzinne. Jeden w Marcinkowicach pow.oławski a trzy w pow. czernica. Wszystkie w stanie surowym otwartym lub zamkniętym, czyli gołe mury, a w stanie zamkniętym z oknami i drzwiami zewn., wiec wymyśliłam, że zabierzemy teścia bo w końcu musiałby pomoc przy wykończeniu i trochę sie zna na budownictwie. O dziwo pojechali z nami chętnie i nawet nie pytał o cenę, bo chyba już wie, że zawsze dla niego zaniżamy koszta żeby nie marudził :p Dom w Marcinkowicach taki sobie: 124m2 bez garażu i jakoś dziwna działka a pizgało tam jak w kieleckim. Pojechaliśmy więc do innej miejscowości, gdzie byłam umówiona z panią od nieruchomości. Upatrzyłam sobie w necie dwa domki a ona sie uparła, że pokaże mi jeszcze jeden bo będziemy blisko. Nie chciałam go oglądać bo widziałam jego projekt - gigantyczna parterówa. Był jednak tak blisko, że poszliśmy go zobaczyć i ............. wszyscy sie zakochaliśmy :)
Dom faktycznie duży ale ma piętro użytkowe dzięki podniesieniu ścian o jeden pustak do góry. Z 50m2 nieużytku bez okien oni zrobili prawie 100m2 z oknami po bokach i oknami połaciowymi. Dom ma łącznie 220m2 (z garażem w bryle) a działka 1400m2. Jest bardzo ładnie rozłożona, ponieważ dom stoi jakieś 3metry od płotu od drogi, którą tylko my będziemy jeździć. Po bokach domu jest też trochę miejsca - z prawej strony stanie wiata na drugie auto a z lewej zmieściłyby sie dwie wiaty(to tak tylko dla wizualizacji, bo nie potrzeba nam więcej wiat:)). Ogród z tylu jest bardzo długi, bo całość to prostokąt wiec jest pięknie. Dom kosztuje 390tys. w stanie surowym otwartym ale syn właściciela ma firmę budowlaną wykończeniową, bo razem z ojcem stawiają domki hurtowo w tamtej okolicy. Powiedzieli, że za dodatkowe około 200tys. wykończa nam dom do stanu do zamieszkania, czyli tylko bez mebli i kafli oraz zejdą z ceny domu. Dom stoi na połowie działki właściciela i będziemy z nimi z sąsiadami przez końce ogrodów. Na styk będzie kredycik na 550tys. Dziś idziemy do banku zobaczyć czy dostaniemy tyle. Na sam dom 400tys na pewno sam Remik dostanie, a z moimi skromnymi dochodami może dociągniemy do 550 tys albo ciut więcej jak sie da. Co ciekawe teść, żartem albo nie żartem, po obejrzeniu domu w Marcinkowicach rzucił, że lepszy byłby dom z garażem na zewnątrz, a oni by zamieszkali nad nim i nam pomogli finansowo i w naturze. Przemyśleliśmy to i faktycznie my byśmy cały dzień siedzieli we Wrocławiu w pracy i wracali tam na wieczór tylko a dom stałby pusty. Poza tym przydadzą sie gdy za rok będziemy myśleć o dziecku i dołożą sie finansowo do rachunków. Trochę to sprzeczne z naszym planem, bo chcieliśmy uciec za miasto sami i nie mieć z nimi za częstych kontaktów. W sumie wyszło tak, że jeśli mamy kopić ten piękny dom (Serafina sie nazywa projekt) to dla nas samych jest on za duży, wiec albo z nimi albo wcale.
Tak wygląda ten domek na stronie projektu.
Tylko trzeba dodać po dwa duże okna z przodu i z tylu na piętrze i połaciowe po 3 sztuki z obu stron. Nasz jest odbiciem lustrzanym, czyli garaż mamy z lewej a nie z prawej jak na projekcie. Piętro nie ma jeszcze wylanych podłóg ani ścian, wiec sama sobie ułożę tak jak chcę: sypialnia z pokojem do pracy zajmie 1/4 powierzchni piętra od okna na ogród, potem po prawej przejście do garderoby i naszej łazienki bez wychodzenia na korytarz. Później jeszcze jedna łazienka (dostępna z korytarza), a po drugiej stronie dwa duże pokoje dla dzieciow :) Teściowie zajmą dół z boku, czyli dwa pokoje i łazienkę bez wchodzenia na teren salonu i reszty domu. Znaczy sie będą mogli tam wchodzić ale ich będzie tylko ten pas z boku, a góra cała nasza. Rozpisałam się troszkę ale tak przeżywam, że z nerwów w nocy nie mogłam spać i coś kolo 4 godzin może sie lekko zdrzemnęłam. A dziś wstałam razem z Remikiem o 7 rano i już nie mogę spać. Właśnie instaluje program do projektowania domów i poprobuje ustawić ściany na naszym pięterku oraz schody. Strasznie sie boje ze coś nie wyjdzie albo kredyt albo coś innego... ten mój "umiarkowany optymizm"...
Proszę trzymać kciuki żeby się udało :)
10 komentarzy
 
Obrączki
12 lipca 2008 o 22:25:50
Już na początku tygodnia zrobiłam spis jubilerów w dużych centrach we Wrocławiu. Po sprawdzeniu gdzie jest ich najwięcej i gdzie się powtarzają, wybraliśmy dwa centra: Pasaż Grunwaldzki i Magnolię. Na stronach internetowych wszystkich sklepów jubilerskich sprawdziłam jakie mają modele i spisałam sobie te najładniejsze. Nie chciałam żeby po wybraniu obrączek w pierwszym sklepie z brzegu później żałować, że nie weszłam do innego. Po tak bojowym przygotowaniu udaliśmy się dziś, po obiedzie u teściów, na poszukiwania obrączek. W Pasażu Grunwaldzkim obejrzeliśmy obrączki we wszystkich sklepach. Spodobały nam się dwa modele, jeden z Apart'a a drugi z Kruka. Podjechać do Galerii Dominikańskiej, bo pan w Aparcie powiedział, że tam jest większy wybór. Nic jednak ciekawszego nie było. Udaliśmy się więc do Magnolii. W Yes znaleźliśmy nowy model obrączek, który był identyczny jak ten upatrzony z Kruka ale tańszy. Przeszliśmy wszystkie sklepy i wróciliśmy do Yes. Przekonało nas to, że: mamy do nich zaufanie (pierścionek zaręczynowy - złoto nadal ładne a brylanty mocno się trzymają), nie robią problemów przy zmianach rozmiarów (Kruk i Apart nie pozwalają), 2 lata gwarancji, dożywotnia gwarancja na brylanty, mamy u nich kartę rabatową. Dodatkowo okazało się, że nasz wzór jest ze złota bez rodu dzięki czemu się nie ścierają i nie tracą swojego wyglądu. Model nazywa się Solamente, co po hiszpańsku znaczy "tylko". Tylko ta :)))
Poniżej obrazki: jeden z katalogu Kruka a drugi na palcu. Żaden niestety nie oddaje piękna obrączki :/ Jak już będą w domku, to zrobię zdjęcie Nikonem. Białe złoto na wierzchu, a żółte pod spodem i pasek wyżłobiony w 1/3 od brzegu. Fantastyczne są brzegi - z jednej strony łagodnie się zwęża brzeg, a z drugiej jest grubszy dzięki czemu ten łagodniejszy brzeg jest bliżej dłoni powodując, że nic nie przeszkadza między palcami. Moja będzie miała 3 brylanty po 0,02ct każdy. Męża będzie bez dodatków. Już się nie mogę doczekać ich odbioru. Oczywiście nie będziemy ich przed ślubem nosić, bo to przynosi pecha i rozwód.
Jesteśmy nimi oboje zachwyceni :D

6 komentarzy
 
Ślubne sprawy
07 lipca 2008 o 22:35:43
W zeszłym tygodniu byłam u krawcowej. Wzięłam ze sobą kilka podobnych modeli sukni, które mi się podobają a pani uznała, że ładny fason wybrałam i że z każdej coś weźmiemy. Pani Małgosia jest krawcową od 10 lat i kiedyś szyła dla salonów we Wrocławiu ale teraz ma taką renomę, że szyje tylko na zamówienia indywidualne. Twierdzi, że szyje koło 100 sukni rocznie. Dostać się do niej dość trudno i na terminy najpopularniejsze trzeba zapisywać się z rocznym wyprzedzeniem. Na październik na szczęście miała miejsce i przyjęła zamówienie. Pamiętam, że kiedy moja psiapsióła Agata szyła suknię, to krawcowa (inna) wzięła miarę a dużo później była pierwsza przymiarka prawie gotowej sukni. Moja pani Małgosia pracuje inaczej. Umówiłyśmy się na początek sierpnia na "budowanie sukni". Krawcowa wie jaki mam rozmiar i jaki kształt suknia będzie miała, więc przygotuje wstępną formę na sierpień. Kiedy się spotkamy poprzypina do mnie niepozszywane kawałki materiału i patrząc w lustro i na moją minę będziemy suknię budowały i od razu sprawdzały różne warianty. Pani Małgosia mówi, że w sukni mam się czuć piękna i dopiero wtedy będziemy szyć :) Tak więc na żywo dobierzemy wykrój dekoltu i rękawki oraz pozostałe kształty. W międzyczasie pojedziemy razem na zakupy po koronkę do mojej sukni, tak abym pokazała jej co mi się podoba. Już się nie mogę doczekać. Pani mówi że jest bardzo krytyczna, a to mi ułatwi podejmowanie decyzji, bo sama to nigdy się nie zdecyduję.
Butki już zamówione z Growikara i będę je miała po 14 lipca.
Największą niespodziankę przeżyłam dzisiaj. Poszłam sprawdzić czy na pewno sala jest zarezerwowana i czy nie ma jakichś zmian. Wolałam się upewnić, bo rezerwowałam ją telefonicznie w styczniu i nie mam z nimi żadnej umowy pisemnej. Dotarłam na miejsce i oniemiałam z wrażenia a potem już tylko piszczałam z radości. Sala, którą pamiętałam ze ślubu Agaty, wyglądająca jak bar mleczny została wyremontowana. Jest śliczna i stylowa. ściany odmalowane a pod sufitem udrapowany materiał robi piękne ciepłe wrażenie elegancji. Do tego klimatyzacja, odnowione podłogi, nowe okna i firany ozdobne a krzesła w "ubrankach" z kokardami z tyłu. Coś pięknego!!! Przy czym cena nie uległa zmianie (90-120 zł/osobę zależnie od menu). Przy takim wystroju powinni co najmniej 150zł za osobę wołać i w dodatku blisko rynku. Ależ będziemy mieć piękne weselisko :D
3 komentarze
 
Na plaży, na plaży fajnie jest....
01 lipca 2008 o 11:38:56
Dzionek udał nam się wczoraj wyjątkowo miły. Najpierw niemiły początek, bo zeszło powietrze z koła w aucie i w efekcie postanowiliśmy nie płacić kolejny raz 50 zł za nowy wentyl, tylko kupić nowe opony. Najpierw miały być dwie nowe ale potem stanęło na kompleciku 4 sztuk. Do tego kupiliśmy nowe kołpaki - bajeranckie. Później, po obiadku na Bielanach, pojechaliśmy nad jeziorko do Mietkowa gdzie cudownie było posiedzieć na plaży i patrzeć na fale, a nawet moczyliśmy nogi w ciepłej wodzie. Jezioro jest duże i ładne a fale prawie jak nad morzem i to wszystko 40km od Wrocławia. Napstrykaliśmy fotek i naśmialiśmy się. Było cudnie :D
Dodaj komentarz
 
Rohollah Balvardi
Rohollah Balvardi