|
Jesteśmy małżeństwem :D :D :D |
|
26 października 2008 o 22:34:28 |

Od wczoraj jesteśmy już małżeństwem :)))
Ślub w Katedrze był piękny, a ja nieskromnie mówiąc wyglądałam jak aniołek w mojej najpiękniejszej na świecie sukni :))) Nawet nie wiem kiedy ta msza zleciała, w przysiędze się nie pomyliliśmy, a obrączki weszły na paluszki. Przed kościołem ustawiła się długa kolejka osób z życzeniami, kwiatami i prezentami. Stwierdziłam, że jak tyle osób nam życzyło szczęścia to nie ma takiej opcji żeby się nie sprawdziło :p
Goście pojechali na sale, a my jeszcze pochodziliśmy po Ostrowie Tumskim porobić zdjęcia. Pogoda dopisała i słonko pięknie świeciło. Pojechaliśmy na salę i po toaście oraz obiedzie odtańczyliśmy naszego walca angielskiego, którego jeszcze w piątek szlifowaliśmy na kursie tańca (na cały kurs chodziliśmy we wrześniu). Niestety suknia okazała się niewygodna do tańca i pomyliłam kroki, ale goście byli zachwyceni i pytali ile czasu ćwiczyliśmy i gdzie. Później pojechaliśmy ze świadkami na zdjęcia w atelier "No1" na odrzańskiej. Polecam szczerze, bo potraktowali nas super i nie robili problemów z godziną zdjęć, czyli w naszym wypadku 19:00. Może jestem pokręcona, ale chciałam mieć zdjęcia z mężem a nie z narzeczonym, albo tydzień po ślubie. Pan zrobił nam 45 ujęć a we wtorek idziemy wybrać, te które weźmiemy. Wstępnie uzgodniliśmy, że chcemy 5 ujęć (40zł za ujęcie w formie cyfrowej i 3 sztuki papierowe), ale oglądaliśmy je na kompie u fotografa i są śliczne. Może mąż będzie wyrozumiały i zgodzi się na więcej. Zdradzę tajemnicę, że np. mamy zdjęcie gdzie mąż gra na gitarze, a ja tańczę jak Hiszpanka :p Wiem też, które zdjęcie w styczniu zrobimy na płótnie i powiesimy w wielkiej ramie nad kominkiem w nowym domu :)
Wróciliśmy na sale i bawiliśmy się z gośćmi. Tort z "Filipinki" śmietanowy z wiśniami we frużelinie był pycha. W czasie oczepin poznałam pana młodego po torsie, a on mnie po kolanie :) Zabawa była fajna mimo, że w sumie nie dotarło bez uprzedzenia aż 8 osób i było nas tylko 30sztuk. W domu byliśmy przed 4 nad ranem, czyli i tak długo daliśmy radę.
A dziś rano (bliżej południa) zjedliśmy świąteczne śniadanko i pojechaliśmy odebrać auto spod sali. Wieczorem pojechaliśmy na snookera, żeby wypróbować prezent ślubny ode mnie dla męża, czyli profesjonalny kij do snookera w walizeczce. Prezent się udał, bo sromotnie przegrałam :p
Czuje się spokojna, bezpieczna i najszczęśliwsza na świecie !!!
2 komentarze |
ehh | 26 października 2008, 22:37:20 |
|
Oj, żonko:) |
anetka | 26 października 2008, 22:38:24 |
|
Gratulacje! Życzę Wam szczęścia, miłości i wytrwałości w pokonywaniu razem życiowych problemów i zakrętów :) |
|